Nie rozumiem tego za bardzo...
jak wpierdalam ile wlezie- jakieś fast foody, tony pieczywa i słodyczy to waga potrafi mi stać w miejscu miesiącami (ew. +/- 2 kg)
a jak zaczynam jeść zdrowiej, trochę sportu to AUTOMATYCZNIE w górę O.O
Nie, to nie mięśnie bo nie ćwiczę za wiele...
To mnie tak zniechęca, że ojapierdolę :/

Byłam dziś u psychiatry po dwóch długich latach nieobecności...
Mam powoli wstawiać tabletki
stwierdziła, że widaż, że jest o niebo lepiej bo "wcześniej to była tragedia co się z Panią działo"
No cóż, nie zaprzeczam, że jest lepiej :P
ale kurwa.Moje rozchwiania mnie wykańczają :|
Położyłam się wczoraj przed 23 bo strasznie mnie głowa bolała, w nocy
ból rozsadzał mi tak czaszkę, że nie byłam w stanie wytrzymać :/
ketonal pomógł dopiero po 1h :/
Wstrzymywałam się przed wzięciem, ponieważ myślałam, że samo przejdzie.
Dawno nie miałam takich bóli.
Mam nadzieję, że to jednorazowe.

Jak na razie idzie mi tak jak bym tego oczekiwała.
Może jadłospis nie jest rewelacyjny ale to zawsze coś ;]
wcześniej jadłam WSZYSTKO i o każdej porze.
W sumie ciągle memlałam mordą :p
teraz to wygląda tak:
25 sierpnia 2011
Śniadanie (ok.13.30 dopiero :/ )
- serek wiejski ze szczypiorkiem
- grahamka
obiad (16.30)
-miska rosołu
kolacja (20:00)
-banan
-jogurt pitny gratka
Ćwiczenia:
50min zumba
35min Ladies latino
40 min rowerek (205 kcal)
26.08.2011
śniadanie (9.30)
- banan
II śniadanie (11.20)
- pół bułki z dynią + plasterek sera żółtego
- Danio waniliowe małe
obiad (16.00)
- kotlet schabowy (średni)
- ok.3 ziemniaczków
- trochę kalafiora
kolacja (19.00)
- drugi kawałek bułki z dynią
- jogurt jogobella truskawkowy mały
- gruszka
20min rower
50min TBC
a dziś:
śniadanie ( 9:30 )
- 5 uszek
II sniadanie ( 11:30)
- miska mleka z platkami nesquik
- pół bulki z ziarnami + polędwica sopocka
obiad (15:30)
- kotlet z piersi
- 2 ziemniaczki
- sałatka z uszkami ^^'(z majonezem + wędlina i trochę pomidora)
40min rower
Nie jest to rewelacja ale mi odpowiada ;)

Miałam iść dziś na urodzinowego grilla znajomych - nie poszłam.
Nie jestem do końca pewna dlaczego.
Zapowiadało się bardzo fajnie!
Czy to było lenistwo? czy może strach przed konfrontacją z koleżanką, która także mogła się pojawić?
A może bałam się, że za dużo zjem albo wypiję?
Albo, że będę mało rozmowna bo humor nie specjalnie mi dopisuje (nie jest jednak najgorzej ;) )
Nie wiem.
W każdym razie się nie pojawiłam i trochę tego żałuję :/
ah,waga już ok.1kg mniejsza :P
dziś rano się ważyłam i było 52,8 kg
Wracam bo już patrzeć na siebie nie mogę.
Boli mnie nawet myślenie o tym jaka jestem gruba :/
Od ostatniej notki minął ponad rok a ja nie zrobiłam ze swoim życiem nic z czego mogłabym być teraz dumna :/
Do terapii nie wróciłam w dalszym ciągu.
Odwiedziłam dr.W* tylko raz (a może dwa) potem...a obiecałam sobie (i jej) że będe przyjeżadżała co miesiąc! jeszcze jak walczyłam o to aby mi na to pozwoliła! :/
Max wyjechał a ja ryczałam za nim kilka miesiecy ale znalazłam nową pracę.
Nigdy juz chyba nie pokocham żadnego dziecka tak jak jego :]
Na początku znienawidzony bachor stał mi sie tak bliską osobą, że ciężko mi było poradzić sobie z tęsknota za nim
Obecne dzieciaki są mi już bardziej obojętne...

Roztyłam się niesamowicie.
Jest około 54 kg? (na 151cm)
Muszę porobić dokładne pomiary.
Mam karnet na siłownię - powinnam w końcu z niego skorzystać a nie tylko wywalać pieniądze w błoto.
Kilka miesięcy już zmarnowałam, resztę chciałabym jakoś wykorzystać...
Więc plan jest następujący:
ćwiczenia
w miarę regularne, małe posiłki.
Mam zamiar tu zapisywać co zjadłam.
Może wtedy będzie jakoś łatwiej?
